cenazysk.pl

w poszukiwaniu wartości

Nickel – moneta 5 centów

| 0 comments

Nickel, czyli moneta pięciocentowa, jest jedną z popularniejszych amerykańskich monet w obiegu. Pomimo tego, że jej wartość wskutek inflacji spadła do takiego poziomu, że trzeba wyciągnąć całą rolkę ($2), nawet żeby kupić coś w sklepie za dolara, Amerykanie dalej uważają, że warto się po nią schylić, jak rozsypią im się monety przy parkometrze.

Moneta pięciocentowa jest wybita w stopie niklu (25%) oraz miedzi (75%); z krótką przerwą na lata II Wojny Światowej (1942-45), kiedy skład monety 5 centowej wyglądał następująco: 56% miedź, 35% srebro, 9% mangan. Wracając do aktualnego składu, moneta nie waży niestety wystarczająco dużo, żeby zawartość surowca tworzyła znaczną wartość – według cen z czerwca 2012, nikiel w monecie jest warty ok. 2 centów, miedź 2.7 centów, co składa się razem na minimalnie mniejszą wartość metalu niż face value monety.

wczesna data, ale bardzo popularny egzemplarz Jefferson Nickel

Dodatkowy krótki rzut oka na metal – głównym producentem niklu na świcie jest Rosja (60%, kontrola akcji spółek wydobywczych w dodatkowych 20% rynku). Mimo to, monety pięciocentowe tworzą amerykańską rezerwę tego metalu, którą pod pozorem patriotycznego obowiązku będzie można zebrać w krótkim czasie.

Patrząc na design, od 1938 roku na tej monecie pojawia się Thomas Jefferson, wcześniej był to „buffalo nickel” z głową indianina. Po drodze, szczególnie w ostatnich latach było parę zmian w wyglądzie monety, bez większych implikacji jeśli chodzi o wartość kolekcjonerską.

Podczas drugiej wojny światowej, z uwagi na wysokie zapotrzebowanie przemysłu zbrojeniowego na nikiel, tymczasowo zmieniono skład monety, zastępując nikiel stopem srebra (35%). Do teraz można jeszcze spotkać czasem w obiegu srebrną pięciocentówkę – jest aktualnie warta 35-40 razy face value. Można ją odróżnić po tym, że nad Monticello widnieje na niej duży znak mennicy: litera P, D lub S.

Numizmatycy będą zainteresowani wszystkimi monetami pięciocentowymi z Jeffersonem, które zostały wybite przed 1957 rokiem (uwaga na srebrne monety!). Trochę większą wartość mają pięciocentówki z bizonem, jednak te monety mają jedną wadę – z uwagi na to, że rok wybicia był najwyższym punktem na monecie, ta część najszybciej się ścierała, powodując później brak możliwości identyfikacji monety. Istnieje wielka ilość „dateless buffalo nickels”, które skupowane są za kilkadziesiąt centów w dużych ilościach, często przez numizmatyków, którzy różnymi sposobami próbują odczytać datę. Jednym z takich sposobów jest wypalanie kwasem punktów w miejscu, gdzie była data, co pozwala tymczasowo na jej odczytanie. Starsze „V-nickels” są już niespotykane w obiegu i nie są popularnym obiektem kolekcjonerskim.

Krótko podsumowując, kolekcjonowanie lub po prostu selekcjonowanie starszych lub wybranych dat z obiegu jest bardzo łatwym sposobem na budowę pozycji w fizycznym niklu. Kilogram takich monet – 200 ważących 5 gram nickli (czyli 5 bankowych rolek), będzie zawierał 250g niklu, który kosztuje ok $17 za kilogram. Żeby posiadać 1kg niklu, kupujemy w banku 20 bankowych rolek, ważących razem 4 kilogramy, za które płacimy $40 dolarów. Posiadamy wtedy 1kg niklu i 3 kilogramy miedzi, płacąc face value zbliżone do wartości metali (czas: czerwiec 2012). Jednym z większych inwestorów, którzy zdecydowali się na zbudowanie pozycji w niklu za pomocą tych niewielkich monet jest Kyle Bass.

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.